Ecchicon 4 - ciasne rozpoczęcie roku

Rok 2008 przyzwyczaił nas do nawet kilku konwentów w miesiącu. Kiedy więc nastała długa, bo prawie trzymiesięczna przerwa w mangowym imprezowaniu, czułem, że czegoś mi brakuje. Ostatni konwent, który się odbył był niezbyt udany Mokon, co za tym idzie oczekiwanie na kolejne spotkanie było naprawdę duże. Zbieg okoliczności chciał, że pierwszy konwent w tym roku także odbywa się w Warszawie. W sumie dobra okazja, aby fani ze stolicy zatarli niezbyt dobre wspomnienia po wypadku jakim niewątpliwie był festiwal poświęcony grupie Clamp. Zresztą co tu dużo mówić – Ecchicon wyrobił już sobie pewną markę i można było się spodziewać, że kolejne edycje będą tylko lepsze. Ekipa stawała się coraz bardziej doświadczona i kolejny zjazd pod znakiem ecchi zapowiadał się naprawdę dobrze. Postaram się mniej więcej ocenić jak wyszedł pierwszy konwent 2009 roku.

Do Warszawy przybyliśmy dzień przed konwentem – w piątkowy wieczór. Bardzo ucieszyła nas lokalizacja, praktycznie samo centrum stolicy, co za tym idzie nie było praktycznie żadnych problemów z trafieniem na miejsce. Budynek szkoły początkowo wydawał się bardzo przestronny, co spowodowało, że przez dłuższy czas myliły mi się poszczególne sale. Jednak z biegiem czasu i zapoznaniem się z poszczególnymi salami zacząłem nabierać obaw, czy nie będzie trochę ciasno. Sala przeznaczona na main room, czyli jakby na to nie patrzeć – serce konwentu, była bardzo mała. Zwykła sala gimnastyczna, która mogła pomieścić może z 200 – 300 osób. Oczami wyobraźni widziałem te tłumy ludzi, które tratują się w czasie cosplayu. Takie same obawy miałem odnośnie sali konsolowej . Sprzęt zapowiadał się bardzo sympatycznie, kilka najnowszych konsol, trochę starszych, Guitar Hero i Taiko. Szkoda tylko, że to wszystko zostało upchnięte w bardzo małym pomieszczeniu, w którym już przed rozpoczęciem imprezy było ciasno. Wierzyłem jednak nadal, że organizatorzy wiedzą co robią i jakoś pomieszczą ludzi.

Moje złudzenia rozwiały się, gdy o godzinie 7 rano zobaczyłem rosnącą powoli przed bramą kolejkę ludzi. Od razu żal mi się zrobiło tych wszystkich, którzy musieli stać na dworze, gdyż kasy miały zostać uruchomione dopiero o godzinie jedenastej. I tutaj trzeba przyznać, że organizatorzy byli konsekwentni i nieugięci, gdyż faktycznie dopiero o tej godzinie otwarła się brama dla uczestników. To co działo się później było istnym armagedonem i tylko dzięki zachowaniu zimnej krwi przez ludzi i ochronę nikt się nie stratował. Kolejka rosła z godziny na godzinę i nie było widać jej końca. Nie ma się jednak czemu dziwić skoro na uczestników czekała początkowo tylko jedna kasa, dopiero po pewnym czasie uruchomiono drugą. Najgorsze, że niewiele więcej można było zrobić gdyż szkoła nie posiadała żadnego innego wejścia, które nadawało by się na wpuszczanie ludzi. Szkoda, że niektórzy ludzie mimo czekania w kolejce trzech godzin nie zostali wpuszczeni na teren konwentu, gdyż np. zgodę rodziców mieli napisaną ręcznie. Organizatorzy nie zgodzili się nawet na zadzwonienie do rodziców. Z jednej strony cieszy trzymanie się pewnych zasad (chociaż niektóre osoby z ręcznie wypisaną zgodą zostały wpuszczone), z drugiej razi brak zrozumienia. No, ale cóż, musimy się do tego przyzwyczaić, przy imprezach na taką ilość osób pewne ludzkie odruchy schodzą na drugi plan. Kolejka ostatecznie zniknęła chyba koło godziny 16, co daje nam łącznie kolejkę na jakieś 9 godzin. Całkiem „nieźle”, czyżby rekord Mokonowy został pobity?

Prócz upragnionego identyfikatora i informatora, każdy uczestników, który zdobył wejściówkę w przedpłacie otrzymywał także całkiem fajne gadżety w postaci badge'a, smyczy i długopisu sygnowanego logiem Ecchiconu. Cieszy fakt, że coraz więcej konwentów przestaje jechać po najniższej linii oporu i w końcu ludzie prócz identyfikatora dostają fajne gadżety na pamiątkę.

Po podpisaniu swojej plakiety i założeniu jej na szyję można było w końcu wejść do środka. Chociaż wejść to za wiele powiedziane – „wpłynąć” byłoby chyba słowem bardziej na miejscu. Tak, tak drodzy czytelnicy na Ecchiconie dosłownie pływało się między ludźmi. Wąskie korytarze w połączeniu ze stoiskami wystawców i morzem ludzi dały efekt jednego wielkiego korka. Muszę przyznać, że przepełniony budynek skutecznie odstraszył mnie od pójścia na niektóre atrakcje. I bardzo tego żałuję bo plan był naprawdę imponujący (co zresztą jest standardem na Ecchiconie i tego wypomnieć organizatorom nie można). Skoro jednak przy stoiskach jesteśmy, trzeba przyznać, że uczestnicy nie mogli narzekać. Jeśli tylko ktoś miał wystarczającą ilość gotówki, mógł wypełnić plecak po brzegi. Zjawiły się praktycznie wszystkie większe wydawnictwa mangowe – JPF, Waneko, Hanami. Standardowo już pojawił się też Yanek ze swoim imponującym (wymiarowo) stoiskiem Otaku. Prócz tego stawiło się wiele mniejszych stoisk z gadżetami (figurki, breloczki, badge, maskotki itd.). Całość domykało kilka stoisk fanowskich, sprzedających często własnoręcznie wytworzone produkty.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samego budynku i sal jakie udostępniono uczestnikom imprezy. Prócz dwóch sal panelowych i konkursowych przygotowano salę konsolową, z grami tanecznymi, artystyczną, ultrastar, projekcyjną, openspace/fotostudio oraz oczywiście main room. Kilka słów na temat każdej z sal. W panelówkach i konkursówkach jak sama nazwa wskazuje, odbywały się oczywiście różnej maści dyskusje oraz konkursy. W malutkiej sali konsolowej przez cały konwent trwały turnieje, niestety ciągły ścisk skutecznie mnie odstraszył od brania udziału w czymkolwiek. W DDR roomie poskakać można było na czterech matach – dwóch DDRowych, dwóch do PIU. Chyba nikt nie mógł narzekać na jakość sprzętu i panujący w sali klimat. Sala ta znajdowała się na szczęście w podziemiach także aby do niej dotrzeć nie trzeba było przepływać morza, wystarczyło przejść rzeczkę. Gdy znudziło nam się skakanie, mogliśmy wpaść do pobliskiej sali z Ultrastarem. Wszyscy, którzy ją odwiedzali bawili się chyba przednio, gdyż było ich słychać na cały korytarz. W sali projekcyjnej jak można się domyślić były puszczane projekcje oraz AMVki. Sala poświęcona na OpenSpace zmieniła trochę swoje pomieszczenie. Większość atrakcji OpenSpace'owych niestety się nie odbyła, gdyż zabrakło miejsca na fotostudio i musiało zostać rozłożone właśnie tutaj. Szkoda pracy jaką Yen włożył w całą inicjatywę, miejmy nadzieję, że na następnym konwencie wszystko wypali. Podobnie jak na Mokonie, Fotostudio było obsługiwane przez Bahamuta i Edzie, kto był to chyba nie narzekał, bo całość była przygotowana bardzo dobrze. W main roomie odbył się cosplay i kilka mniejszych atrakcji takich jak karaoke czy koncert Rei Hazuki. O cosplayu niestety wiele nie napiszę, gdyż tłum był tak duży, że nie szło nawet po schodach zejść do podziemi, gdzie znajdowała się sala gimnastyczna. Była ona stanowczo za mała, i pomieściła co najwyżej 1/4 uczestników konwentu. Jednak gdy rozmawiałem ze szczęśliwcami, którym udało się obejrzeć ten punkt programu, nie ukrywali, że całość wyszła całkiem nieźle i stroje cosplayerów są coraz lepsze. Wszyscy, którzy chcieli polepszyć swój warsztat rysunkowy na pewno odwiedzili salę artystyczną, która jak zawsze zebrała dobre opinie. Warto wspomnieć też o bufecie, który serwował całkiem zjadliwe dania barowe w postaci tostów, hamburgerów, hot dogów i temu podobnych dań. Bez wykwintności, ale każdy kto chciał mógł zaspokoić swój głód. Jak można się domyślić – przy takiej ilości uczestników sznureczek chętnych dość mocno się wydłużał, ale ostatecznie nie było tak źle. Szkoda, ze bufet nie był czynny cały czas.

Co do samego programu, jak już wspominałem był naprawdę wypełniony po brzegi. Sam nie liczyłem, ale z tego co słyszałem zostało przygotowane prawie 200 godzin atrakcji, co na pewno jest wynikiem imponującym. Pojawiło się trochę nowatorskich punktów i trochę standardowych (co za tym idzie bardzo oklepanych). Jednym słowem dla każdego coś miłego. Nie udało się uniknąć kilku wpadek, które zaowocowały nieodbyciem się niektórych atrakcji. Jednak przeważająca większość odbyła się o czasie (co warto podkreślić bo z tym akurat różnie na konwentach bywa). Co ciekawe, mimo kalendarzowej zimy, część atrakcji odbywała się na dworze. Całe szczęście, że pogoda była dość łaskawa jak na tę porę roku. Oczywiście nie zabrakło bardziej pikantnych atrakcji, w końcu to impreza w konwencji lekkiej erotyki.

Niestety duża ilość uczestników przełożyła się na brak miejsca w sleep roomach. Może nie było takiej tragedii jak na poprzednim Warszawskim konwencie, ale i tak było bardzo źle. W dziwną stronę zmierzają nasze imprezy, w pewnym momencie na konwentach zaczęły pojawiać się coraz lepsze warunki, teraz znowu widzimy tendencje zniżkową. Czy brak miejsca do spania i ścisk na każdym kroku będzie domeną konwentów roku 2009? Mam nadzieję, że nie, bo czuję, że prędko zrezygnowałbym z jeżdżenia na takie imprezy. Chwała Imperatorowi, że chociaż prysznice były – ciepła i mokra woda potrafią bezbłędnie poprawić humor.

Podsumowując, nie można się nie zgodzić, że Ecchi był konwentem dobrym. Widać, że organizatorzy nie organizowali go na tydzień przed, tylko przyłożyli się do swojego zadania. Niestety kilka rzeczy nadal kulało. Dla mnie poważnym błędem było niedoszacowanie ilości uczestników (albo przeszacowanie pojemności budynku) i fatalnie rozplanowany system kas. Niestety to spowodowało szereg problemów i zaowocowało kultowym już meme „Dlaczego Ecchicon nie ssie? Bo nie ma miejsca”. Jednym słowem – miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Jednak większość uczestników z którymi rozmawiałem była zadowolona z imprezy i nawet skłonna przymknąć oko na kilkugodzinne stanie na dworze oraz tłok na korytarzach. A jeśli oni byli zadowoleni to cóż można więcej dodać – w końcu dla nich robi się te imprezy, prawda?

AvantaR

Skomentuj ten artykuł
Komentarze:
MJeremy , 07.03.2009, 15:29:59
avatar
Z tego tekstu najbardziej utkwilo mi hasł "że miało byc dobrze, a wyszło jak zwykle... to kolejny konwent, na którym haslo sprawdza sie w 100%. Nie umniejszam zasług konwentu, bo był powyżej średniej, jednak zawsze cos mui byc nie tak. Czyżby wreszcie trzeba bylo zlikwidowac wejściówki jednodniowe?
NATcon