Do klubu "Magiel" przybyłam spóźniona prawie o 2 godziny. Przed wejściem spotkałam Greeda i Dera. Od nich usłyszałam, że było około 80 osób. Do dyspozycji mangowców były 3 pomieszczenia, bar obsługiwany przez Glena i szatnia. W jednej salce spora widownia oglądała "Kumo no Mukou, Yakusoku no Basho". W pozostałych przy stołach lub maglach siedziały i rozmawiały nieduże grupki. Po filmie i pokazie klipów Der poprowadził panel dyskusyjny o fandomie i starych i nowych fanach. Rozmowa była ciekawa, bo na dosyć popularny temat. Doskwierał brak mikrofonu i chwilami robił się lekki chaos. Resztę wieczoru zdominowały rozmowy towarzyskie przy muzyce z anime. Cała impreza trwała od 17:00 do 00:15. Uczestnicy nie byli jeszcze zmęczeni, ale pracownicy chcieli już zamykać lokal.
Zapowiedź Cafeconu mówiła jasno, że jest to eksperyment. Zobaczymy, czy właścicielowi knajpy spodobało się i wyrazi zgodę na kolejne edycje. Sam pomysł nie jest raczej rewolucyjny. Za przykład można wziąć chociażby Mad Tea Party cieszące się sporą popularnością. Cafecon pozytywnie wyróżniło niższe natężenie dźwięku i luźna, towarzyska atmosfera. Impreza przygotowana była w
lekkim pośpiechu. Widać było parę niedociągnięć jak na przykład niedopracowany repertuar muzyczny. Do plusów należała darmowa wejściówka i duża swoboda. Towarzystwo dopisało, chociaż wydarzenie zapowiadało się na typowo lokalne. Pozytywnie zaskoczyło też pojawienie się kilku osób spoza Krakowa.
Organizatorom gratuluję dobrego pomysłu i zapału w realizacji. Zapewne
nie tylko moje wrażenia z Cafeconu są pozytywne. Miło było spotkać się ze znajomymi mangowcami. Miejmy nadzieję, że odbędą się kolejne edycje.
