Piernicon 4 - 'czilaut, nigga'

PierniCON 4. Mój pierwszy Piernik i drugi tego lata event po dwuletniej przerwie w konwentowaniu. Ciekawe, jak to wpływa na ocenę, moją osobistą, subiektywną ocenę konwentu okiem Szarego Nikomu Nieznanego Uczestnika.

Zaczynając od początku ( jakby można było zacząć od końca...) - zajrzałam na stronę PierniCONu. Klasycznie, poczytać o atrakcjach, konkursach, wydarzeniach, blah, blah. Tu zaczyna się subiektywizm tej recenzji, bo strona w moim pojęciu laika jest dość paskudna. Poza tłem w ładnym kolorze nic nie przyciąga wzroku i nie zachęca do...w ogóle nie zachęca.

Słowo się rzekło, zapakowaliśmy się do samochodu i zwartą polsko-irlandzką ekipą wyruszyliśmy na konwent. Conplace wywołał jedno wielkie westchnienie, bo dobra miejscówka to jakby nie było dość istotny element pozytywnej oceny konwentu. Basen na terenie, dwa boiska, main-room w osobnym budynku, krzaczki, drzewka, przyjemna sprawa. Oczywiście wysiadając z samochodu natknęliśmy się na trzy gothic lolity i każdy od razu mógł poczuć, że zabawa się zaczęła. Mieliśmy to szczęście, że na miejscu byliśmy w piątek późnym wieczorem, co w praktyce oznaczało uniknięcie zamieszania, kolejek i całej zabawy z akredytacją. Pierwsze zdziwienie stanowił totalny brak kogokolwiek przy wejściu. Zero ochrony, orgów, nawet pół helpera - jak na początek konwentu dość swobodne podejście. Niewątpliwie parę osób zaoszczędziło dzięki temu kasę przeznaczoną na wejściówkę. Identyfikatory dotarły do nas z drobnym opóźnieniem ( i bez sznurków, ale to mniej istotne) i w końcu mogliśmy się poczuć jak prawdziwy, pełnowartościowy uczestnik konwentu.

Daruję sobie szczegółowy opis atrakcji, bo myślę, że kto był to ma swoją opinię, a kogo nie było - widocznie mu nie zależało. Szczerze przyznam, że większość czasu spędziłam w konsolówce, DDR-roomie oraz pobliskim barze AS (przy kawie). Jedno, co rzucało się drastycznie w oczy to niedopasowanie programu do czasu realnego - obsuwy, spóźnienia... Jakkolwiek nie jest to sprawa, która mnie porusza, w końcu nie jadę na konwent, żeby chodzić po nim z zegarkiem w ręku i trzymać się jakiegokolwiek planu. Atrakcji nie było zatrważająco dużo i słyszałam narzekania na ten temat. Myślę jednak, ze każdy znalazł coś dla siebie - były i klasyczne pozycje ( konkurs fandomowy, przeróżne wiedzówki, kalambury), i nowości. Mam niejasne wrażenie, że w programie zabrakło wydarzeń związanych z konwencją. Sama wyszukałam kilka ciekawych eventów - żałuję , że dotarłam na konwent po Whose line, a że opinie krążą dobre, żałuję tym bardziej.

Na temat cosplayu nie jestem się w stanie wypowiedzieć, bo idąc za dobrą tradycją prawie wszystkich konwentów na jakich byłam - nie stawiłam się na nim. Ale i tutaj spotkałam się raczej z pozytywnymi ocenami wśród konwentowiczów.

DDR-room i Console-room stanowiły klasyczny, tradycyjny punkt. Wiadomo było z góry, co będzie się działo. I bardzo dobrze. Sprzęt w konsolówce dawał radę, nawet dało się grać w Guitar Hero i zbytnio nie przeszkadzać klepiącym w Donkey Konge. Z mojej strony tylko drobna prośba. Ludzie! Nie naparzajcie tak w te bębenki, bo to nie dodaje +10 skilla.

Na osobny akapit zasługuje z pewnością hentaiowy konkurs dubbingowy w jedynej i oryginalnej wersji live. Niewątpliwie był ciekawszy niż taki sobie zwykły hkd, aczkolwiek...no właśnie. Z jednej strony wersja live stanowiła pewne urozmaicenie, z drugiej niektórzy zbyt mocno wczuwali się w swoje role. Ogólnie było śmiesznie, choć mnie osobiście przeszkadzała momentami zbytnia dosłowność uczestników konkursu.

Bardzo interesującym pomysłem, który - mam wrażenie - nie do końca wypalił, było konwentowe radio. Idea doskonała, wprawdzie raczkująca i zdecydowanie do rozwinięcia, ale stwarzająca możliwości. Tak więc, konwentowicze - radia w uszy! (a organizatorzy pracujcie nad udoskonaleniami...)

Muszę jeszcze wyrazić zachwyt dla pryszniców w sensie komfortu ich użytkowania - ciepła woda i całkiem sporo miejsca. Wszystko rujnowali oczywiście konwentowicze, którzy musieli a)brać kąpiel w obłokach pary, b)relaksować się pod prysznicem pół godziny,tworząc kilometrowe kolejki; finalnie c) nasyfić niemożebnie i d) ani myśleć sprzątnąć po sobie rozsypanych po podłodze kłaków, majtek i wszyscy-wolą-nie-wiedzieć-czego-jeszcze. Nieustający więc szacunek dla grupki ludzi, która zasuwała ze ścierami, workami na śmieci i papierem kiblowym, próbując okiełznać chaos tworzony przez uczestników imprezy.

Zasadniczo kończy mi się strona, a z recenzji jak na razie wynika, że konwent ssał. Otóż - nie ssał. Był całkiem porządną imprezą, na której można było i się panelowo doedukować, i pooglądać anime, i rozwinąć tężyznę fizyczną na kon-olimpiadzie (ach wspaniali piłkarze, biegający z gołymi klatami!) i przede wszystkim mieć czas na ogarnięcie wszystkich znajomych, nie tracąc zbyt wielu atrakcji. W końcu cztery dni zabawy pozwalają narzucić odrobinę leniwe tempo. Taki konwent w stylu 'czilaut, nigga'. Jak dla mnie - bardzo przyjemnym stylu.

saiss

Skomentuj ten artykuł
Forum Hinomaru