Animatsuri - da się ładnie bawić

Na Animatsuri w zasadzie miałem nie jechać. Szansa wyjazdu wyszła na jaw dopiero we wtorek (a w środę już wyjazd do Warszawy). Jakoś od razu skreślałem ten konwent z kalendarza konwentowego - a bo to Warszawa, a bo to niedługo DOJIcon, a bo mało znajomych jedzie. Jednak nadarzyła się okazja i zawitałem w Warszawie. Nasza wyprawa trwała w sumie 6 dni ...

Na teren konwentu dotarliśmy już w czwartek. Po budynku i dziedzińcu krzątało się już wtedy wiele osób - zarówno organizatorów jak i uczestników. Niestety mimo tak dużej liczby obsługi ciężko było cokolowiek załatwić. Zawsze słyszało się hasło "zrobimy to rano". Widać tutaj trochę niedoświadczenia części organizatorów. Jeśli coś da się zrobić na "już" to trzeba to zrobić, aby rano czy też w nocy mieć miej pracy. No, ale widać nie wszyscy podzielają taką taktykę. W końcu ze wszystkim się wyrobiono (zasadniczo), chociaż Techno myślał, że czasem wyrwie sobie włosy.

Od rana przed wejściem ustawiała się kolejka, która zdawało się nie miała końca. W sumie konwent odwiedziło (według danych main orga) ponad 800 osób. Nie jest to już imponujący wynik, ale generalnie nie jest źle. Widać, że organizatorzy spodziewali się większej ilości uczestników, gdyż mieli przygotowane więcej identyfikatorów. Grunt, że konwent się zwrócił i nikt nie musi zaciągać kredytów.

Co przygotowano dla uczestników? Na pierwszy rzut oka dużo, gdy jednak przyjrzymy się bliżej okaże się, że aż tak wiele w planie ciekawego nie ma. Nie wspominając już o tym, że część atrakcji wyleciała z planu. Cieszą panele prowadzone przez wykształcone osoby - między innymi prelekcja "Tradycyjny teatr japoński" prowadzona przez profesora Henryka Lipszyca. Dużym zainteresowaniem cieszył się także panel "Festiwale japońskie okiem gajina". Warto zapraszać ludzi, którzy faktycznie wiedzą o czym mówią, a nie tylko przeczytali jedną książkę. Niestety nie wszystkie atrakcje były tak dobrze prowadzone. Niektóre punkty programu były najzwyklej porażką. Dlaczego? Weźmy na to np. Kalambury Fandomowe. Polegały one na odgadywaniu randomowo wyjętych zdań z ACPa. Przykład? "Bo na konwencie skończył się papier w kiblu". Bardzo fandomowe muszę przyznać. Po dwóch rundach wyszedłem zażenowany.

Prócz sal panelowowych i konkursowych, do użytku uczestników udostępniono konsolówkę, salę z grami muzycznymi, sale z grami japońskimi, oraz games room. Jadąc od tyłu. Games room - totalna porażka. Do użytku dano pustą salę i nazwano ją games room. Prawdziwy games room można było zobaczyć na DOJIconie 7 - kilkadziesiąt gier planszowych i karcianych do wypożyczenia. Sala z grami japońskimi wyglądała już trochę lepiej. Było Go, Hanafuda i Mahjong - wszystkie te gry cieszyły się dość dużym zainteresowaniem. Sala z grami muzycznym okazała się w rezultacie DDR Roomem, gdyż nawet Donkey Konga w końcu wystawiono na korytarz (i chyba było to dobre rozwiązanie - dwie gry muzyczne w jednej sali nigdy nie były najlepszym pomysłem). Pora na konsolówkę. Tutaj muszę powiedzieć kilka niemiłych słów w stronę organizacji. LUDZIE! Jak organizujecie console room to dajcie do obsługi kogoś kto się na tym zna! Bo później mamy takie sytuacje, że Xbox360 jest podłączony do jakiegoś 14" telewizora, a na 30 calówkach chodzi konsola z zeszłej dekady - PS2. Specjalnie wieźliśmy z południa Wii - podłączono je dopiero po kilkunastu godzinach. Dlaczego? Do końca nie wiem, tłumaczono się brakiem przejściówki (która notabene też dałem organizatorom). Nie wspomnę już o potraktowaniu kartonu z bongosami do Donkey Konga jako kosz na śmieci, czy też zupełnym nieszanowaniu płyt przez uczestników konwentu. Po to są organizatorzy, żeby był porządek, a nie płyty pałętające się po proszku z zupek chińskich. Gdy widziałem tę sytuację to naprawdę zwątpiłem w polskie konwenty. Z drugiej strony zastanawiam się skąd bierze się takie bezmózgowie wśród użytkowników konsolówki. Chyba nie mają konsol w domu, bo nie wyobrażam sobie, żeby osoba posiadająca konsolę, była w stanie tak traktować sprzęt i gry.

Kilka rzeczy bardzo mi się spodobało. Jedną z nich były "dodatkowe" sleeping roomy w formie namiotów harcerskich wystawionych na zalesionym dziecińcu szkoły (już sam dziedziniec na duży plus). Naprawdę świetny pomysł (co prawda można go było trochę podrasować i wstawić do środka podłogi, ale ludzie nie narzekali). Co prawda ochrona dość mocno naprzykrzała się mieszkańcom namiotów, ale w sumie pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy to "chlanie w namiotach". Co za tym idzie wyrzucono kilka osób z terenu konwentu. Skoro już przy ochronie jesteśmy to trzeba powiedzieć, że Animatsuri było kolejnym konwentem na których występowały spięcia na linii uczestnik-ochroniarz. Mam świadomość, że ochrona z reguły się nie lubi z uczestnikami różnych imprez (i vice versa), ale przydałoby się w końcu zebrać ekipę ochroniarską, która będzie rozwiązywać problemy bez niepotrzebnych spięć. Ok, miało być przecież o przyjemnych rzeczach. Do przyjemnych rzeczy na pewno należy zaliczyć kilka ciekawych pozycji w bufetowym menu (pyszne żarcie w niskiej cenie), sporą liczbę stoisk i całkiem sprawnie przeprowadzony cosplay. No i nie można zapomnieć o "ładnej zabawie" wieczorem, prowadzonej przez Chester oraz DJ'a MJ'a! Mimo niesprzyjającej aury ludzie bawili się znakomicie.

Podsumowując - czy warto było pojechać na Animatsuri? Myślę, że tak. W sumie zawsze warto jechać na konwent. Ten może nie był szczytem możliwości. Panele i konkursy trzymały naprawdę różny poziom - od naprawdę dobrych po totalne wpadki. Cosplay przebiegł bardzo sprawnie i szybko, stroje może nie imponowały, ale można było znaleźć kilka perełek. Mimo dość dużej ilości uczestników nie było czuć zbyt dużego ścisku - na szczęście pogoda dopisała, więc część fanów przeniosła się na podwórze i zrobiła przyjemny piknik. A, że okolica sprawiała wrażenie nadmorskich okolic (naprawdę! człowiek czuł się jak w Łebie!) tym bardziej potęgowało efekt wakacyjnego wyjazdu. I właśnie tak chyba będę wspominał Animatsuri - luźni, przyjemny piknik z rzeszą naprawdę fantastycznych ludzi. Czegoś takiego mi brakowało, takiego wakacyjnego klimatu na konwentach. Atmosfera na pewno nadrobiła braki w organizacji. Miejmy nadzieję jednak, że na przyszłej edycji Animatsuri uda się organizatorom połączyć świetny, luźny klimat oraz dobrą organizację.

AvantaR

Skomentuj ten artykuł
Komentarze:
DH707 , 15.08.2008, 20:37:02
avatar
Świetna recka O.o Avik, pisz częściej ;)
AvantaR , 15.08.2008, 23:06:57
avatar
No właśnie mi średnio się podoba (ale mi z reguły moje twory się nie podobają). Niestety nie wyrabiam sie ze wszystkim :S
Cathryn , 26.08.2008, 20:57:20
Pozdrawiam recenzenta - masz absolutną rację co do konwentu ^^ Gdyby nie towarzystwo (pod koniec nawet ochrona okazała się być fajna :P), stoiska i sobotni wieczór karaoke w deszczu, to powiedziałabym, ze było tragicznie. A tak? Miły, wakacyjny wypadzik. Okolica przepiękna, ludzie może nie do końca - do mnie np. podszedł jeden facet z dzieckiem na ręku i się zapytał, co to za impreza w ogóle :D No ale nie jego wina, że nie wiedział. Ogólnie lokalizacja była dobra, dojazd łatwy, bliskość spożywczaka eliminowała wiele problemów takich jak niedożywienie i niedopicie :P Ale tak... Wybrałabym się jeszcze raz. Tylko może nie w taki upał - od niego konwentowicze padali jak muchy, niestety ;/
Nowa Gildia Mangi i Anime