Dzień pierwszy.
Na kon przybyłem z grupą bliżej nie znanych mi osób, choć w tramwaju spotkało się paru znajomych. Ździebko wykończony po odbywających się dzień wcześniej Akademickich Mistrzostwach Polski w Ergometrze Wioślarskim w W-wie. Udaliśmy się na kon nie do końca przekonani gdzie idziemy. Przemiła staruszka z ewidentną miłością w głosie, niczym Neo z Matrixa zatrzymujący kule zakomunikowała nam, że cel jest blisko i jako młodzi padawani mamy udać się w prawo, a później sami ujrzymy moc. Tak też zrobiliśmy (ja, maru, Grave i jego kumpel - sorry nie pamiętam nicka), a za nami 30 bliżej nie znanych adeptów .
Na miejscu oczom naszym ukazał się las... nie ludzi, a kas ! 7 kas , po nazwiskach i sru... Dzielni młodzi padawani rozbiegli się w poszukiwaniu swoich kolejek, krążyły głosy:
- "Czy moje nazwisko aby na pewno zaczyna się na tę literę?"
- "Kurwa"
- "Patrz to Dajmos"
- "Spierdalaj ciulu"
- "Twoja stara weszła przez okno na Mokon"
- "Wyjmij mi ten palec".
Ja, kulturalnie przepraszając, przepełznąłem jak generał brygady i patrząc już ze strony kas na szwadrony młodocianych, pragnących wejść ludzi, poklepałem Ciupusia po plecach (czyt. część ciała bez sutków; starzy perverci konwentowi i lolilovers często mylili te strony u nie znających jeszcze pojęcia stanik - konwentowiczek) i udałem się po upragniony kawałek papieru w przezroczystej folii zwanej laminatem (czyt. wejściówka) uwieszony u mojej szyi, na podkreślającej bladość mej skóry zielonej wstążeczce.
Jestem na konie!
A w tle nadal reszta padawanów w kolejce, chciało by się rzec "NA MOKONIE BYŁO GORZEJ!" , ale tutaj ciepło więc się poopalać mogli, ku uciesze fotografów.
Od stanowiska z wejściówką moja dłoń była już mokra od potu, nie mojego, lecz innych rąk, nóg (zależy co kto podał), które zdążyłem uścisnąć w drodze do "hali głównej". Przebyłem wtedy... 30 metrów!
Po wytarciu mokrej już ręki w nieświadomego niczego pierwszego napotkanego MJa, udałem się tam, gdzie nasz sleep miał miejsce, czyli do miejscówki zajmowanej przez ekipy : "mam pidżamę, mam akryl, mam nici, PURT! mam cosplay!" (WTF Prod.) & friends oraz brygad niestrudzonych, nie jedzących, nie pijących, elite konwentów - "Daj nam jeść ,w zamian uciechy !" (WWFF), której to ekipy jestem członkiem, więc z tychże uciech i nie jedzenia korzystam. Wśród uciech dostępne: miksery, światła, zabawy z uszami Coacha, naga sesja Kwaka w samych szelkach, robienia przedziałka na klacie MJa, kołysanie się na Baloo oraz... przejażdżka Hondą ...do niedawna Techna, aktualnie w ramach podzielności majątku, każdy stał się właścicielem jej części...
* Had - silnik
* Ano777 - maska
* Usada - kierowca (choć ta to też ma monopol...patrz badge "Shota usady" copyright ORAJT!)
* reszta WTF podzielnie panuje w silniku, bagażniku i fotelach,
Do wzięcia podobno nadal część silnika odpowiedzialna za ssanie oraz wydech!
Wracając do konwentu. W oddali korytarza ujrzałem drzwi, a tam półtusze Baloo. Wbiegnąwszy rzuciłem się na ofiarę. Bezcenne miny publiki oraz migające flesze nie zniechęciły nas i akt powitania trwał w najlepsze. Macaniu nie było końca, przebrałem się w strój roboczy, propaganda balconowa, guma na włosy i jazda siać zamęt.
Podróżując z flagą Balconu na ramieniu udałem się w kierunku hali handlu wymiennego – pieniądze za badge, pieniądze za plakaty, pieniądze za sex…w sensie hentai .
Kolejne pozdrowienia, tym razem w kierunku zaprzyjaźnionych wystawców.
Strasznie rzucało się w oczy od paru konwentów to, iż sprzedaż czegokolwiek na konie (także cnoty) ma ogromne wzięcie, lecz mało wspólnego ze zdrową konkurencją.
Idąc wśród stoisk można zauważyć… Mikos, Bagdeton, Baloo&Seyia, Otaku, Otaku, Otaku, Otaku i biedną małą Komiksiarnię… Tutaj akurat Stoisko studia JG nie miało miejscówki dobrej, gdyż zablokowali główne wejście do Sali Targowej, co zaowocowało częstym tłumem rozbijającym się o drzwi, które były naprzeciw wejścia do budynku, z okrzykiem OPEN THE DOOR ,THE WORLD WRRYYYY, OPEN THE DOOR.
Podróż trwała dalej. Dotarłem do zakątku esencji zapachów, gdzie często z unoszących się w powietrzu aromatów, można by wywnioskować kto znajduje się w pomieszczeniu i jakiego dezodorantu używa lub też z którego dnia ma na sobie majtki. Na Magni akurat DDR Room, PIU Room oraz UltraStar znajdowały się koło siebie i były najczęściej odwiedzanym zakątkiem, powietrze miało raczej gęstość kisielu bezzapachowego, ale tylko podczas turnieju ITG, poza tym jeden wielki plus. Strat w ludziach nie stwierdzono prócz oplutego monitora w UltraStarze podczas piosenek z Naruto „O Sakura Sakura” i ”Twoja miłość jest jak kunai” itp.
Stwierdziłem, że czas by zobaczyć, co nam konwent przynosi za atrakcje. Tak to Quest 1 : znajdź informator. Po 20 minutach… miałem już 6 informatorów, ale żaden nie był z akredytacji, lecz z okolicznych parapetów, toalet – dzięki Bogu nieużywane! Gdy już znalazłem parę interesujących atrakcji, zacząłem dalej wertować… w poszukiwaniu mapy. Obróciwszy informator o 360 stopni, potem kolejne 360, w pionie i poziomie, nadal nie wiedziałem co gdzie jest. Najlepszą informacją okazał się własny język, tak więc podążałem za Yenem, siejąc dobre Balconowe słowo, jak i naprawiając i prześmiewając dziury w fandomie.
Czas mijał nieubłaganie, ja pałętając się po korytarzach, wyczekiwałem cosplayu .
Nadeszła upragniona chwila, wszedłem na maina i na oczy me ujrzałem scenę jak na koncercie Majki Jeżowskiej, z dużą ilością kolorowych świateł, których palety barw można było się także doszukiwać u cosplayowiczek i konwentowiczów (jakby nie było ,nie wszyscy spośród 1300 osób na konie byli ubrani w skale szarości). Cosplay prowadziło dwóch młodych, prężnych młodzieńców: Psiaqu i Maciek, znany jako Maciek (za mało expa żeby sobie pseudo wymyślić). Stałem z boku i obserwowałem to scenę, to tłum siedząco-stojąco-leżąco-miziającej się publiki.
Nie obyło się bez incydentów, wersja oficjalna – człek którego wyprowadziliśmy z Akai_Kaze był chory, tak twierdzi nasza służba medyczna Naomi , tutaj zdanie do uratowanego jegomościa : „Nie śpimy, nie wymiotujemy na cosplayu, a jak się źle czujemy, to zgłaszamy.”
Poziom strojów wielce wysoki, czasami zdarzył się błąd w Matrixie, że to np. się strój powtórzył, osobiście nie widzę w tym problemu, ale wywołało to później ogólny żal i rzucanie toporami w kuluarach cosplayowiczów.
Najwięcej zabawy jak zwykle przyniosły scenki - skecze Ramroyda - duży plus, aczkolwiek jeszcze trochę musisz się wyrobić. Jedne z najlepszych scenek były z carameldansen (taniec pach wietrzenia) gdzie to 2 nieznanych jegomości rozpoczęło zabawę i nagle urosło w grupę nadbiegających zewsząd, wietrzących pachy, uradowanych możliwością ruchu w ciągu 2,5 godziny stania lub siedzenia na podłodze, cieszących buźki ludzi z publiki. Oczywiście z miejsc na krzesełkach nikt nie wstał, no bo sory, ale miejscówka rzecz święta. Ogólnie ekipa spisała się przy obsłudze cosplayu, na duży plus – grunt to para DiziXagi oraz Ptachu (Na marginesie dodam, iż proszę nie mylić Diziego z bohaterem gier DIZZY, on nie jest jajkiem i jakiekolwiek insynuacje, że on jako jajko jest wysiadywana przez Ptacha są błędne!).
Po cosplayu tłum o spłaszczonych od siedzenia tyłkach udał się do sleepów przygotować sobie posłania do niekoniecznie snu. Tak też zrobiliśmy my, lecz higiena rzecz najważniejsza!
Udaliśmy się pod prysznice. Siedząc w gronie starej konwentowej wiary naszło nas na wspominki, a towarzysze czekania przysłuchiwali się, jak to starzy mędrcy prawią o beztroskich czasach kąpania się pod wężem ogrodowym (dla ludzi ode mnie, czyli Śląska – po naszymu to bydzie szlauch) i tym podobne. Udowodniliśmy również, iż „wszyscy mamy to samo” ładując się w 6 pod prysznic. Jeden z towarzyszy, bliżej nie znany, uznał za praktyczne zrobienie także prania, wiec pod prysznic wszedł w majtkach.
Czyści i pachnący udaliśmy się do sleepa, lecz nie odczuwając chęci wysłuchiwania chrapiących współtowarzyszy sypialni udaliśmy się na walne zgromadzenie obok automatu z kawą, gdzie to obradowaliśmy, wcinając nachos z biedronki i opowiadając kawały.. rekordem jest kawał o Antonówce.
Udaliśmy się spać.
Dzień drugi.
Oddycham, więc żyję. Nogi i ręce są, mogę się ruszać, więc wszystko w normie. W 100% sprawności podniosłem głowę, rozejrzałem się po okolicznych, kolorowych workach na zwłoki, niektóre miały własne materace. Ale tylko Ciupuś wyrywał na zajęty przez siebie kawałek łóżka, niestety dziewczyny przyzwyczajone do podłogi na konwentach nie skusiły się na skrawek miękkości.
Powoli rozbudzający się Sleep dawał oznaki życia, ja udałem się do WC w celu ogarnięcia uzębienia i spraw innych, o których się nie rozpiszę bo zaraz się zacznie - "Jak Dajmos to robi skoro nie ma Wacka?” W toalecie ogólne lekkie zatłoczenie oraz syf nieziemski. Ja rozumiem, że na 1300 osób, połowa to kobiety i że połowa z tej połowy może mieć akurat wizytę rodziny, ale żeby nie trafić z oznakami do kosza na śmieci ? Jeszcze trochę i zamiast kafelków na ścianach w kiblach będą podpaski. Co gorsza, może nawet owinięte w prezerwatywy – no przecież po co nam ślady krwi na ścianach ! Wybaczcie dosadność, ale zaczniemy chyba robić masowe nauki dla młodych konwentowiczek - jak działają podpaski i co trzeba z nimi robić PO ZUŻYCIU i nie mam tutaj na myśli wieszania ich sobie na czoło!
Ale po unormowaniu pH w ustach udałem się do sleepa, gdzie zastałem żal LinySakury, żal Bel i żelbeton. Dodatkowo przebranie się LinySkaury za mnie. Niestety, nie było tego przebrania na cosplayu, limity w ilości strojów na osobę do 35, a mój był 36 :P Późniejsze eventy typu 777-me urodziny Ano777, nie były jedynymi urodzinami na tym konwencie. Często było słychać: „…sto lat…” , „…niech żyje…” ,”…a kto z nami nie wypije…” – ale to akurat nie wiem z którego sleepa.
W drugim dniu raczej bez rewelacji, wszystko odbywało się w swoich godzinach, pożegnania ludzi i tym podobne.
Ekipa konwenty.net zmyła się koło godziny 15:30.
Na tej godzinie też zakończę tą luźna recenzję.
Podsumowując!
Duży plus dla Magni. Kolejka rozładowana najszybciej od wieków. Cosplay na wysokim poziomie, ale to zasługa sceny, obsługi, konferansjerów i głównie COSPLAYERSÓW !
Teraz minusy:
Magni jako konwent z wieloma edycjami i wieloletnim doświadczeniem powinien jednak umieć zrobić porządne informatory, a nie niezbędniki w razie braku papieru w toalecie.
- Brak rozdzielenia w organizacji i nikt nie wiedział gdzie kto jest !
- Sale były zakodowane.
- Konsolówka. Kryzys - na prądzie trzeba oszczędzać.
- Syf w kiblach = albo helperów mało, albo za dużo helperów było z Hinomaru, które jak się dowiedziałem zajmowało się TYLKO cosplayem i kasami.(głównym sleepem,radiostacja, fotostudiem)
No nic, zobaczymy jak to będzie na kolejnych edycjach (o ile będą).
Grunt, że południe obroniło się ogólnie DOBRYM konwentem, a nie jak miasto z majtkami i mokoną w herbie w ciągu 2 konów dało się popieścić na całej lini.
Tyle ode mnie, dzięki.
Recenzja luźna, niektóre sytuacje podkolorowane.
chciałbym sprostować gdyż może to być zrozumiane opacznie, z tym iz za dużo helperów chodzi oto ze cale siły skierowane były na parę rzeczy, które właśnie wymieniłaś Mary.
Tak wiec, kto był odpowiedzialny za kibel patrol ?



- Syf w kiblach = Okirennnnn o-kudasaiiiiii!!!!!!!!!!!!!!!
"...które jak się dowiedziałem zajmowało się TYLKO cosplayem i kasami."
- i dużym sleepem... i radiostracją... i fotostudiem (które ostatnio zaczyna być atrakcją nie tylko dla cosplayerów :>)